Marian Toporski został oficjalnie nowym trenerem Olimpii Poznań. Wykorzystując przerwę letnią porozmawialiśmy z nowym szkoleniowcem zespołu, który opowiedział nam choćby o jeździe na motocyklu, dotychczasowych osiągnięciach i planach na przyszłość.
W jaki sposób zaraził się trener jazdą na motocyklu?
Lubię i jeżdżę na motocyklu, odkąd tak naprawdę zakończyłem przygodę z piłką i zawiesiłem buty na kołku. Brakowało mi adrenaliny i był etap zachłyśnięcia się różnymi ekstremalnymi rzeczami. Motocykl był pierwszy, ale również próbowałem windsurfing, skoki spadochronowe. Potrzebowałem tego, żeby podbić sobie bicie serca, którego mi brakowało. Dzięki motocyklowi można też odciąć się zupełnie od szarej rzeczywistości. Wtedy liczy się to, co jest tu i teraz, bo trzeba skupić się na warunkach, tym co się dzieje na drodze. Dodaje to nie tylko adrenaliny, ale również resetuje głowę i to jest niesamowite.
Dochodzą różne słuchy, że lubi trener dać w kość zawodnikom. 
Najlepiej zapytać o to moich graczy, których trenowałem. Uważam, że trening jest po to, by przygotować zawodników do wysiłku. Jest naturalnym sposobem adaptacji organizmu do tego, aby zwiększyć możliwości wydolnościowe podczas meczów. Bez mocnej pracy na treningu nie ma efektów przez 90 minut w spotkaniu.
Te niższe ligi chyba charakteryzują się tym, że jest głównie siła i podstawowe założenia taktyczne?

Zależy to od wielu czynników. W zespołach w niższych ligach jest dwóch, trzech, fajnie grających zawodników, czasem z jakąś przeszłością. Do tego dochodzi grupa młodych, wybieganych chłopaków. Bywa, że to wystarcza. Drużyny w tych niższych klasach rozgrywkowych są budowane przeróżnie. Czy to grupa przyjaciół zmawia się i jest gra pośród znajomych, bądź są to też ludzie związani bliżej ze swoją miejscowością. Również są to przypadkowe grupy osób, bywa również że są też towarzystwa wzajemnej adoracji i wtedy wymiar sportowy nie jest najważniejszy.
Przypadło grać trenerowi w trudnych i ciężkich czasach dla polskiej piłki. Korupcja, tak zwana niedziela cudów, jak trener wspomina tamte dzieje?
Był to fatalny czas. Dla mnie jako zawodnika było to zderzenie z wieloma dziwnymi sytuacjami. Nie powiem, że była powszechna akceptacja pewnych procederów, nigdy też nie było zgody na przekręcanie różnych wyników spotkań. Choć wielokrotnie byłem ofiarą takich dziwnych występków. Bywały stadiony, gdzie jadąc na rundę rewanżową, ciężko było zakładać, że zdobędzie się choćby jeden punkt, bo zespół gospodarzy rozliczał się z sędziami w przeróżny sposób. Czy to jakiś barter, czy oferowanie pieniędzy, stawianie wakacji, czy totalnie różne inne rzeczy.
Trener w pierwszej lidze rozegrał dwa spotkania Olimpii Poznań, czyli przeszłość piłkarska jest.
Mój udział w pierwszej lidze jest co prawda marginalny. Jednak jako młody człowiek byłem w kadrze zespołu i uczestniczyłem w przygotowaniach do sezonu, treningach. Jednak trafiłem też na nieco niewdzięczny czas dla mnie, bo mieliśmy bardzo silny zespół, gdzie było się przebić bardzo trudno. Na mojej pozycji (środkowy pomocnik – przyp. red.) było bardzo ciężko rywalizować, między innymi z kapitanem młodzieżowej reprezentacji Polski. Jednak to był dla mnie czas nauki, czas zdobywania doświadczeń i na pewno fajne było to, że z wieloma zawodnikami, którzy zrobili ogromne kariery piłkarskie, miałem przyjemność grać i trenować.
Tam była bardzo mocna ekipa w tamtych czasach, bo i Jerzy Brzęczek, Mirosław Szymkowiak.

Dokładnie tak, Jerzy Brzęczek, Mirek Szymkowiak, ale obok nich byli tacy gracze jak Grzegorz Mielcarski, który zdobył srebro olimpijskie w Barcelonie, Krzysztof Sadzawicki. Mógłbym tak wymieniać długo. Była masa zawodników, którzy zaistnieli w lidze, grywali w reprezentacji. Miałem kontakt również ze starszymi zawodnikami, którzy nauczyli mnie bardzo wiele i bardzo ogromną wiedzę przekazali. Był to dla mnie bardzo cenny czas, z którego korzystam dotąd.
Utrzymuje trener jeszcze jakiś kontakt z tymi zawodnikami?

Widujemy się przy okazji imprez organizowanych przez PZPN. Czy to sympozja naukowe, szkolenia, kursy. Zwykle to się wiąże z krótką pogawędką, przypomnieniem sobie starych czasów, zabawnych sytuacji z zamierzchłych czasów. Zawsze są to sympatyczne spotkania.
Do pierwszego składu trener wchodził jako młody zawodnik jak na tamte czasy.
To był przełom osiemnastego i dziewiętnastego roku życia. Jednak miałem czas, gdzie grałem przez trzy sezony w między wojewódzkiej lidze juniorów, to był najwyższy poziom juniorski w Polsce. Coś takiego jak obecnie Centralna Liga Juniorów. Miałem to szczęście, że pełne trzy sezony w Olimpii tam grałem i podnosiłem swoje umiejętności. Była to szkoła piłki nożnej wtedy dla mnie.
Olimpia, jednak ta obecna, jest innowacyjnym klubem. Skład wybierany jest przez managerów. Myślał o tym trener przed podpisaniem umowy?

Myślałem o tym, choć nie w kategoriach zagrożenia. Przywykłem do innej formy “rządzenia” zespołem. Mam nadzieję, że managerowie będą brali pod uwagę moje spostrzeżenia, które będę wygłaszał przed meczami i wierzę, że będziemy tworzyć dobry zespół, nie tylko na boisku, ale i na ławce trenerskiej.
Czyli możemy liczyć na różne wskazówki, przed meczami co do składu?

Na pewno będę się starał jakoś przedstawić mój punkt widzenia w jasny sposób i umotywować moje wybory co do pierwszego składu. Liczę na to, że będzie to na tyle przejrzyste i transparentne, że nasi managerowie będą podpisywali się pod moimi wyborami.
Proste pytanie. Jakie cele na nadchodzący sezon?
Dotąd trwały rozmowy jedynie z zarządem i nie ukrywam, że co do planu to jesteśmy zgodni. Celem jest awans. Ma to się również wiązać z równomiernym rozwojem drużyny. Planowany jest rozwój, a co za tym idzie dalsze awanse do wyższych klas rozgrywkowych. Będziemy na pewno starali się to robić jak najsprawniej i jak najszybciej.
Rozmawiał: Łukasz RABIEGA

Pobierz aplikację Real Soccer Manager